Legginsy i samoakceptacja
Kto by pomyślał, że nowy model legginsów może wywołać całą falę przemyśleń?
Na ich czele stoi samoakceptacja.
Zaufanie do swojego ciała.
Polubienie go.
A może z czasem nawet… miłość do niego.
Ale zacznijmy od początku.
„To nie dla mnie”
Przez lata byłam w stanie zaakceptować wiele — swój styl, swoje wybory, swoje słabości.
Ale legginsy?
One długo budziły mój respekt.
Kiedyś byłam przekonana, że to strój wyłącznie dla „fit babek”.
Wiecie — tych w rozmiarze 34, 36, może 38.
Zdecydowanie nie dla mnie.
Patrzyłam na nie z dystansu.
Wydawały mi się odważne, obcisłe, „nie na moją sylwetkę”.
Powrót do siebie zmienia perspektywę
Z czasem, wraz z pracą nad sobą i budowaniem relacji z moim ciałem, coś zaczęło się zmieniać.
Bo kiedy naprawdę wracamy do siebie — dzieją się małe cuda.
Zaczynamy patrzeć na siebie mniej krytycznie, a bardziej z czułością.
Zamiast nieustannie się oceniać, uczymy się trzymać ze sobą sztamę.
Zaczynamy dostrzegać to, co w nas dobre, piękne, wyjątkowe.
I zaczynamy słuchać, co ciało ma nam do powiedzenia.
A mówi dużo:
- że jest zmęczone,
- że dźwiga więcej, niż by chciało,
- że pragnie czułości, ruchu, oddechu,
- dobrej jakości jedzenia, snu, troski.
Dziś jesteśmy w dobrych stosunkach
Dziś mogę powiedzieć, że jestem ze swoim ciałem w dobrych relacjach.
Nie idealnych — czasem mamy „ciche dni”.
Ale ogólnie się dogadujemy.
Kiedy założyłam legginsy, o których od dawna marzyłam — takie, które mocno podkreślają krągłości — poczułam dumę.
Zobaczyłam, jak daleko zaszłam.
Oczywiście na moment odezwał się wewnętrzny krytyk:
– „A może przesadzasz?”
– „Jak ty wyglądasz?”
Odpowiedziałam mu stanowczo:
– Daj spokój. Chcę to zrobić. Jest dobrze.
To nie chodzi o legginsy
Wiem, że nie jestem sama.
Wiele kobiet — tak jak ja kiedyś — delikatnie mówiąc, nie przepada za swoim ciałem.
Jeśli to czytasz i czujesz, że to o Tobie, chcę Ci powiedzieć jedno:
To się da zmienić.
Można ze sobą „zakuplować”.
Zacząć siebie rozumieć.
A potem traktować swoje ciało jak najlepszego przyjaciela.
Z czułością.
Bez kar.
Bez wyrzutów.
Bez nienawiści.
Bo dopiero wtedy ciało zaczyna oddychać.
Dopiero wtedy puszcza pancerz.
A ten pancerz bywa zbudowany z:
- tkanki tłuszczowej,
- napięcia,
- lęku,
- niedosypiania,
- stresu,
- samotności.
Nie chodzi o legginsy.
Chodzi o relację z samą sobą.
A legginsy?
Czasem są tylko symbolem.
Tego, że już się siebie nie wstydzisz.
Tego, że wybierasz siebie.
I że w końcu Ci wolno.
Pozdrawiam,
Sylwia